POZDROWIENIA Z HELU

22 lipca 2017r. Hel.

To miała być tylko leniwa wycieczka na Hel. Wyszła objazdówka. Na przyczyny spuśćmy zasłonę milczenia.

Na Helu sympatycznie, mimo szczytu sezonu. Turystów sporo, jednak wąskie gardło półwyspu trochę ogranicza ich napływ. W Chałupach bardzo wakacyjnie, atmosfera surfingowo-kampingowa. Im dalej w głąb półwyspu, tym mniejszy tłok. W samym Helu, mimo szczytu sezonu, można odetchnąć. Tu docierają tylko ci najbardziej zdeterminowani. Z centrum na plażę, wydmy, czy latarnię, żabi skok.

Naszym celem było helskie Fokarium. Aby w je w pełni docenić trzeba pamiętać, że to że to część stacji naukowo-badawczej, a nie cyrk czy Disneyland. Celem tej placówki oprócz hodowli i badań jest popularyzacja wiedzy o zagrożonych bałtyckich ssakach i edukacja w zakresie ochrony środowiska Bałtyku. Stałymi lokatorami fokarium jest 5 fok. Najstarszy w hodowli to Bubas. Drugi samiec ma na imię Fok. Imion pań-fok nie pamiętam. O stałych godzinach, które warto sprawdzić przed odwiedzinami w fokarium, odbywa się karmienie podczas którego można podziwiać niezwykłe zdolności fok, np. zwierzęta rozpoznają przypisane im „targety” – znaczki: trójkąt, kwadrat, itp. w różnych kolorach i odpowiednio na nie reagują. Wykonują polecenia opiekunów, poddając się badaniu, ważeniu, mierzeniu, pozwalają zajrzeć sobie do pyska – wszystkie te umiejętności ułatwiają opiekunom łatwe i bezstresowe dla zwierzęcia badanie lub podanie leków, jeśli zajdzie taka konieczność. Pokaz warto zobaczyć, jednak doradzam wizytę raczej po sezonie, kiedy widać mniej pleców sąsiadów a więcej fok.

W sezonie, kto nie lubi tłoku, powinien odwiedzić fokarium po ostatnim karmieniu (ok. 16:30, ale lepiej sprawdzić). Większość odwiedzających wówczas już wychodzi i można ze spokojem wszystko pooglądać. Foki pływają, wylegują się na brzegu basenu, sapią, czasem przepychają się na brzegu.

W budynku stała ekspozycja historii relacji człowiek-foka. Człowiek nie najlepiej zapisał się w tej historii, chociaż nie bez powodu. Foki od wieków kradły rybakom ryby z sieci, za co były intensywnie tępione. Przed pierwszą wojną światową Urząd Morski płacił za każdą zabitą fokę – by otrzymać pieniądze należało przynieść szczękę zabitego zwierzęcia. Dopiero stosunkowo niedawno, działania międzynarodowych organizacji (Bałtyk to przecież nie tylko Polska), zapoczątkowały rozpoczęcie odtwarzania populacji, czym między innymi zajmuje się właśnie Stacja Morska Uniwersytetu Gdańskiego w Helu. Foki, które przychodzą na świat w Fokarium, wypuszczane są na wolność w miejscach uczęszczanych przez dzikie foki. Fokarium przygarnia też chore, np. zranione dzikie zwierzęta, które po odzyskaniu zdrowia wracają na wolność. Kto jest zainteresowany codziennością fokarium powinien obejrzeć film Marcina Bortkiewicza „Nauczanie początkowe „.

Za wstęp do fokarium opłata 5zł. Trzeba mieć 5-złotówkę do automatu przy bramce, ale obok jest rozmieniarka. Opłaty pomagają utrzymać fokarium.

Latem w fokarium pracują wolontariusze. Udzielają informacji, wskazują drogę, można się od nich również dowiedzieć jakie imiona noszą foki, czy jak odróżnić samca od samicy.

W podziemiu budynku ekspozycyjnego prezentowane są krótkie filmy edukacyjne. Filmy związane z działalnością fokarium można też niedrogo nabyć w sklepiku fokarium. Wejście do sklepiku znajduje się na zewnątrz obiektu, z boku, od wschodniej strony. Sklepik ma też całkiem przyzwoity wybór koszulek typu  „ratujmy foki”, torby, ołówki itp. związane z fokarium. Biorąc pod uwagę, że dochód ze sklepiku przeznaczony jest na Fokarium, warto go odwiedzić, zamiast kupować  pluszowe delfinki na sąsiednich straganach. Pamiątki sklepiku są dużo ładniejsze i trwałe (sprawdzone na koszulkach).

Po wizycie w fokarium, warto przejść się promenadą na zachód, aż na wydmę.

Obok kościoła w Helu znajduje się muzeum rybołówstwa, które dopiero musimy odwiedzić. To będzie dobry powód by powrócić na Hel.

Veni

Sporo ciekawych informacji na ten temat (i nie tylko) znajdziecie w książce Elżbiety Dzikowskiej „Groch i kapusta”. O najwęższym miejscu półwyspu, o ostatnim „sądzie bożym” w Chłopach i jak się wcześniej nazywały.
To świetnie napisane relacje z podróży po zachodnio – północnej Polsce. Kto słyszał o telewizyjnym programie T. Halika „Pieprz i wanilia” z pewnością wie czego oczekiwać po tej lekturze i moim zdaniem się nie rozczaruje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *